Dziś mamy 31 stycznia 2023, wtorek, imieniny obchodzą:

01 listopada 2022

Przepis na długowieczność. Rozmowa z Marią Perdoch

fot. pow.

fot. pow.

Maria Perdoch w przeszłości była prezesem Związku Kombatantów #Rzeczpospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych na terenie Sadek. Ze względu na swój wiek wspomnianą funkcję przejął po niej jej syn Jacek. Maria Perdoch jest członkiem Korpusu Weteranów Walk o Niepodległość Rzeczypospolitej Polskiej. W 2015 roku z okazji 70. rocznicy historycznego zwycięstwa Narodów Sprzymierzonych nad hitlerowskim agresorem, Zarząd Główny Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych nadał jej Kombatancki Krzyż Zwycięstwa jako wyraz szacunku za zasługi w dziele wyzwolenia kraju, a także upowszechniania szczytnych tradycji kombatanckich. 12 września swoje setne urodziny obchodziła pani Maria Perdoch z Sadek.

Przy okazji obchodów setnych urodzin pani Marii Perdoch, udało nam się umówić z nią na spotkanie, podczas którego udzieliła nam wywiadu. Jak to się stało, że rodowita mieszkanka aktualnego województwa śląskiego spędziła swoje życie w Sadkach i jaki – zdaniem Jubilatki – jest przepis na długowieczność? Zachęcamy do lektury poniższej rozmowy:


Wiemy już, że nie jest Pani rodowitą sadkowianką. Jak nazywa się więc Pani rodzinna miejscowość i jak to się stało, że większość swojego życia spędziła Pani właśnie w Sadkach?
Maria Perdoch: Urodziłam się w Marciszowie. Jest to wieś, która obecnie jest dzielnicą miejscowości Zawiercie (nieopodal Częstochowy). Mieszkałam tam do 1936 roku i później wraz z rodziną wyprowadziliśmy się do Częstochowy, gdzie kontynuowałam swoją naukę. Jak to się stało, że trafiłam do Sadek? Miałam tutaj kuzyna, który dostał poniemieckie gospodarstwo. Gdy dostałam wezwanie do wojska, to dnia 26 maja 1946 roku przyjechałam właśnie do kuzyna, bo nie chciałam iść do wojska. Miałam wówczas 24 lata. Od tamtej chwili Sadki stały się dla mnie miejscem, w którym dane mi było spędzić kolejne lata swojego życia. Po przyjeździe do Sadek, podjęłam naukę w gimnazjum spółdzielczym dla dorosłych w Kołudzie Małej nieopodal Inowrocławia. To właśnie tam poznałam mojego przyszłego męża Czesława, który pochodził z obecnego województwa wielkopolskiego. Nauka w tym gimnazjum trwała dwa lata. Co prawda miałam możliwość kontynuowania nauki na Uniwersytecie w Toruniu, jednakże już wtedy wolałam założyć własną rodzinę. W międzyczasie podjęłam pracę w Gminnej Spółdzielni jako księgowa, a mój mąż jako magazynier. Z Czesławem wzięliśmy ślub cywilny w lutym 1949 roku w Sadkach, natomiast ślub kościelny odbył się już w Częstochowie. Również w 1949 urodziło się nam pierwsze dziecko.

Wspomniała Pani wcześniej o swoim mężu Czesławie, z którym założyliście rodzinę. Ile mieliście dzieci i ilu wnucząt oraz prawnucząt się Pani doczekała?
M.P.: Wraz z mężem Czesławem wychowaliśmy 6 dzieci – 4 synów oraz 2 córki. Mój mąż niestety już od wielu lat nie żyje, tak jak i dwóch najstarszych synów. Do tej pory doczekałam się 13 wnucząt oraz 31 prawnucząt. Jest ich sporo, ale mimo to nie mam problemów z zapamiętaniem ich imion. Gorzej jest niestety z datami urodzin. Mój najstarszy prawnuk w tej chwili przebywa w Szkocji i studiuje prawo. Moja rodzina jest dość duża, ale mimo to utrzymujemy ze sobą stały kontakt. Najwspanialsze jest to, że ja pamiętam o nich, a oni pamiętają o mnie. Przekonałam się o tym przy okazji moich setnych urodzin.

Co robiła Pani w czasie II wojny światowej? Jak wyglądała ówczesna codzienność i jak wspomina Pani ten trudny czas w historii naszego kraju?
M.P.: W czasach okupacji wraz z koleżanką zostałyśmy wciągnięte do organizacji, wtedy nawet nie wiedziałyśmy, do jakiej konkretnie. Miałam wtedy 17 lat i ważne było dla mnie to, żeby walczyć i przeciwstawić się Niemcom. Zostałam więc łącznikiem i jak się później okazało, ta organizacja do której zostałam wciągnięta, to Armia Krajowa. Zajmowałam się sanitarnymi rzeczami. Praktycznie do Powstania Warszawskiego nie wiedziałam, do jakiej organizacji należę. Jak już jednak wspomniałam, to było dla mnie mało ważne. Istotna była walka z okupantem. Moja działalność tam trwała 2 lata.

Jak się żyje Pani obecnie? Jak wygląda dzień z życia 100–letniej mieszkanki Sadek?
M.P.: Cóż mogę powiedzieć – uwielbiam gotować oraz rozwiązywać krzyżówki. Po dzień dzisiejszy gotuje sobie sama. Niestety, ale możliwości mojego aktywnego działania są obecnie mocno ograniczone ze względów zdrowotnych. Jakby nie patrzeć, mam już 100 lat i pewne rzeczy muszę po prostu zaakceptować. Chęci do działania mam, ale niestety starość obdarza człowieka wieloma chorobami i trzeba się z tym pogodzić. Tak naprawdę dopiero wtedy, gdy mimo chęci nie daję rady czegoś samodzielnie zrobić, to dociera do mnie, ile mam lat. Serce i rozum chciałoby działać, ale na szczęście mam wyrozumiałość dla siebie i swojego wieku.

Była Pani aktywną członkinią takich zespołów pieśni i tańca jak Krajna oraz Sadkowianie. Kiedy powiedziała sobie pani „dość” i co najmilej wspomina z bycia w tych zespołach?
M.P.: Po przejściu na wcześniejszą emeryturę, rozpoczęłam bardziej społeczne życie. Zapisałam się do klubu seniora. Nieco później z pomocą dawnego dyrektora Nakielskiego Ośrodka Kultury Zygmunta Kornaszewskiego udało się stworzyć zespół pieśni i tańca Krajna. Jeździliśmy po różnych festiwalach i mam w związku z tym wspaniałe wspomnienia. Robiłam to, co uwielbiałam – śpiewałam, tańczyłam i podróżowałam. Jako Krajna występowaliśmy w różnych krajach Europy i nie tylko. Udało się nawet pojechać do Maroko (Afryka). Dzięki członkostwu w zespołach pieśni i tańca, mam naprawdę wiele pięknych i kolorowych wspomnień, o których mogłabym opowiadać godzinami. Z resztą muszę się pochwalić zamiłowanie do tańca jest u nas rodzinne. Tańczyłam ja, syn, a teraz w Krajnie tańczą także moje prawnuczki. Można powiedzieć, że to nasza mała rodzinna tradycja, która jest w ten sposób podtrzymywana. Łącznie w Krajnie oraz Sadkowianach spędziłam ok. 40 lat swojego życia. Swoją działalność w Sadkowianach zakończyłam ok. 5 lat temu.

Czy ma Pani jakąś receptę na długowieczność? Co Pani zdaniem przyczyniło się do tego, ze dożyła Pani tak dostojnego wieku?
M.P.: Zapewne część osób pomyśli, że sekret długowieczności tkwi w zdrowym odżywianiu, ale w moim przypadku nigdy nie kładłam na to większego nacisku. Nigdy nie prowadziłam żadnej diety i po dzień dzisiejszy jem wszystko, na co mam ochotę. Naprawdę żadne jedzenie mi nie szkodzi. Co prawda obecnie nie jem aż tak dużo mięsa, ale jednocześnie nie mogę powiedzieć, że go nie lubię. Bardzo lubię mięso, w szczególności drób, a także jajka oraz śledzie. Jedyne, za czym nie przepadałam, to kiełbasa. Tak sobie myślę, że w moim przypadku główną rolę odgrywała duża aktywność fizyczna oraz zwykła ludzka chęć do działania. Gdy byłam młodsza, licząca kilkanaście kilometrów piesza wędrówka nie stanowiła dla mnie żadnego problemu czy wysiłku. To było coś normalnego.

I już na zakończenie naszej rozmowy – proszę powiedzieć, czego możemy Pani życzyć?
M.P.: Przede wszystkim dużo szczęścia w życiu oraz zdrowia i spokoju. To jest chyba najważniejsze. Bardzo dziękuję za rozmowę i korzystając z okazji, chciałabym złożyć serdeczne podziękowania swoim dzieciom oraz pozostałym członkom mojej rodziny, księżom – w szczególności proboszczowi naszej parafii w Sadkach, wszystkim urzędom, władzy samorządowej i państwowej, Gminnemu Ośrodkowi Kultury, Kołu Gospodyń Wiejskich, zespołom Krajna i Sadkowianie, Związkowi Kombatantów Rzeczpospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych, moim sąsiadom – mieszkańcom ul. Kościelnej oraz wszystkim tym, którzy składali mi życzenia telefonicznie oraz za pośrednictwem internetu. Naprawdę wiele to dla mnie znaczy i jeszcze raz dziękuję za pamięć oraz okazaną życzliwość.

Rozmówca nie wyraża zgody na komentowanie. 

Źródło: 

Oceń artykuł: 7 1

Czytaj również

udostępnij na FB
0

Jak zaoszczędzić na żywnosci? Walka z inflacją w ... lodówkach

Inflacja utrzymująca się na poziomie kilkunastu procent sprawia, że ceny wielu produktów żywnościowych rosną# z miesiąca na miesiąc. Prognozy na przyszłość nie wróżą pozytywnych zmian, dlatego szybko musimy nauczyć się bardziej racjonalnej gospodarki naszymi zasobami. Wraz z początkiem nowego roku na platformie MajAcademy, ruszyło nowe wyzwanie, dzięki któremu każdy może w prosty sposób nauczyć się lepiej gospodarować budżetem, bez oszczędności na swoim zdrowiu!

(czytaj więcej)
0

Koszt utylizacji paneli fotowoltaicznych. Co dalej ze zużytymi modelami?

Panele fotowoltaiczne wciąż cieszą się dużą popularnością. Jako że świadomość ekologiczna Polaków nieustannie się zmienia, #to wiele osób już na etapie wyboru odpowiedniego rozwiązania zaczęło zadawać sobie pytanie – co zrobić po 25-30 latach, gdy panele nie będą nadawały się do dalszego użytkowania? I ile kosztuje utylizacja paneli fotowoltaicznych? Odpowiadamy.

(czytaj więcej)
0

Zbliżają się ferie zimowe. Co warto zobaczyć w Polsce?

Ferie zimowe zbliżają się wielkimi krokami! To idealny moment na to, żeby zacząć planować ten wyjątkowy, beztroski czas. #Z badań wynika, że niemal 60% Polaków najchętniej spędza ferie w kraju. Co warto zobaczyć w Polsce? Gdzie się udać? Jakich atrakcji możemy się spodziewać? I jak przygotować się na wspaniałą, beztroską zabawę? Podpowiadamy!

(czytaj więcej)
0

Odchudzanie częstym postanowieniem noworocznym. Jak wytrwać na diecie?

Nikt nie wie, jak to się stało, że rozpoczęcie odchudzania stało się jednym z podstawowych postanowień, jakie# narzucamy sobie wraz z początkiem niemal każdego nowego roku. Żyjemy w kulturze diet. Jednak im bardziej są one restrykcyjne i pełne wyrzeczeń, tym trudniej w nich wytrwać. Tymczasem do pełni szczęścia wystarczy odrobina organizacji i wiedzy na temat podstawowych procesów, jakie zachodzą w naszym organizmie. Jak mogą pomóc w tym dietetycy i MajAcademy – platforma zapewniająca profesjonalne wsparcie w dbaniu o nasze zdrowie.

(czytaj więcej)